Śniadanie w The Cool Cat na Solcu [recenzja]

   Śniadanie w The Cool Cat na Solcu chodziło za mną od dawna. Zresztą nie tylko o śniadaniach, ale też o samym The Cool Cat (mam na myśli tę konkretną lokalizację) krążyły po Warszawie legendy, jakby to miał być najlepiej, najsmaczniej, najciekawiej prowadzony przybytek gastronomiczny ostatnich lat. Podjechaliśmy tam na śniadanie, które przedłużyliśmy miliardem kaw oraz deserem. Co polecam, a co odradzam? Odpowiedzi szukajcie poniżej.


   Śniadania w The Cool Cat są dostępne w dwóch opcjach - mniejszej i większej. Niestety zdecydowaliśmy się na te większe zestawy tematyczne, licząc, że za 35 zł w każdym znajdzie się mnóstwo pysznego jedzenia, a nie tylko estetycznie ułożone ogryzki. Teraz żałuje, bo zamawiając mniejsze, prawdopodobnie najedlibyśmy się tak samo, a oszczędzilibyśmy niemały pieniądz.


   ŚNIADANIE

   Zamówiliśmy różne zestawy: meksykański (ja) i azjatycki (B.). Generalnie oboje mamy podobne zastrzeżenia do naszych zestawów - porcje są fotogeniczne, estetyczne i zróżnicowane smakowo, ale jednocześnie niezwykle skromne i malutkie. Zauważcie, że w obu zestawach znajduje się sałatka owocowa, która sprawia wrażenie przygotowanej dla krasnoludków (kilka ziarenek granatu, mniej więcej 1/8 jabłka, winogrono przekrojone na pół itd.). W obu zestawach jedynym pełnowymiarowym produktem jest jajko, reszta wygląda jak próbki potraw. To śniadanie kojarzy mi się z pudełkami z kosmetykami, gdzie tylko jeden produkt jest normalnych rozmiarów, a reszta to podróżne miniatury. Tutaj jest podobnie. 


To jest zestaw azjatycki. Jak widzicie, jedynym pełnowymiarowym produktem jest tutaj jajko na ryżu z kimchi.




Zestaw meksykański nie dość, że jest mały,  to jeszcze bardzo niepraktyczny do konsumpcji - jajko w wersji huevos rancheros, czyli podane na chrupiącej tortilli jest niewątpliwie zjawiskowe, ale niewygodne do zjedzenia.

   Nie ukrywam, że śniadanie wywołało u mnie niesmak. Spodziewałam się wybitnego konceptu, a otrzymałam biedne jajeczka obstawione kilkoma miseczkami z próbkami dań inspirowanych Meksykiem oraz Azją. Totalnie nie polecam.
   

DESERY

   Na szczęście zamówiliśmy też desery - pączka BAO oraz zielone naleśniki z białą czekoladą i kokosem, które podpatrzyłam w zestawie azjatyckim. Pączek jest widowiskowy. Składają się na niego domowe lody matcha oraz karmel z miso. Jak na pączka - interesujący. Jak na azjatycki deser - bardzo ciekawy, chociaż ja bym go drugi raz nie zamówiła. Bazuje na prostym kontraście smaków, faktur i temperatur, więc nie stanowi wielkiego odkrycia kulinarnego. Zachwyciły mnie natomiast naleśniki, które są nie tylko najlepszą rzeczą, jaka zjadłam w The Cool Cat, ale myślę, że jest to jeden z najlepszych deserów, jakie jadłam w życiu. 


To jest pączek BAO



A to jeden z najlepszych deserów, jakie jadłam w życiu:
naleśniki pandanowe z kayą, białą nutellą i prażonym kokosem 
   Przypatrzcie się im dobrze i koniecznie je kiedyś zamówicie. Naleśniki pandanowe z kayą, białą nutellą i prażonym kokosem rozpływają się w ustach. Są zwarte, mają pulchne, lecz elastyczne ciasto, a czekolada z kokosem nie tyko znakomicie się z nim komponuje, ale uwydatnia ukryte wcześniej smaki. Każdy kęs tego deseru na niewielki, przepyszny wybuch w ustach. Do teraz wspomnienia są żywe.


KAWY

W The Cool Cat można wypić nie tylko klasyczne kawy, ale również te parzone alternatywnie. Skusiliśmy się na Chemex (bardzo dobry) oraz Aeropress (niezły). 


To chyba Chemex
Więc to pewnie aeropress
  

PODSUMOWANIE

   Ogólnie uważam, że warto było podjechać do The Cool Cat i odmitologizować to miejsce, natomiast na śniadanie już tam nie pójdę (może na mniejsze, ale na pewno nie dam się skusić na duże zestawy), natomiast zielone naleśniki rozbudziły moje zmysły. Śniadania są jednak zdecydowanie za drogie. Marża na poziomie 1000 % nawet jak na standardy hipsteriady warszawskiej to lekka przesada. Niestety jednak legenda tej knajpy nie sprostała rzeczywistości. 



Inne posty o śniadaniach:

   - w Bułkę przez Bibułkę:

 Gdzie o 7 rano zjeść śniadanie na Śródmieściu w Warszawie? Bułkę przez bibułkę!

   - w Charlotte Menora na placu Grzybowskim:

Śniadanie w Charlotte Menora na placu Grzybowskim w Warszawie

   - i w MOMU:

Najlepsze śniadanie na Śródmieściu: MOMU - pieczemy dymem

1 komentarz :

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates