Nasi rodzice jedli cegły - nie to co dziś!

   Ostatnio młody Stuhr, teraz Dorota Wellman narzekają na kondycję młodszego pokolenia - każdy z nas powinien ochotniczo stanąć pod pręgierzem zwłaszcza, jeżeli urodził się po 1989 r. i nie miał okazji obalać strasznego PRL, nie walczył z milicją, nie przesłuchiwało go SB, nie chodził na protesty, gdy zdjęto "Dziady", nie obalił żadnego muru. Nasze życie jest nic nie warte. Pustą egzystencję próbujemy napełnić sojowym latte, serialami na Netflix i znajomościami z Tindera. Gdzieś w oddali na wzgórzu Mądrości, Roztropności i Cnoty Rada Mędrców załamuje ręce nad naszym konformizmem. Gdy oni w młodości jedli cegły i dzień w dzień pokonywali do szkoły drogę liczącą z lekka 30 km w jedną stronę, czytali w oryginale Prousta i na głosy recytowali "Pana Tadeusza", my nie musimy i nie chcemy się wysilać. Wszystko jest dziś gorsze niż "za ich czasów".
Mogłabym jeszcze długo ironizować, ale jestem na to zbyt leniwa.

   Jako osoba spędzająca gro swojego (prywatnego i zawodowego) czasu w Internecie, czytam zdecydowanie zbyt wiele bzdetów, ale biorę na nie poprawkę młodzieńczego radykalizmu, nieznajomości tematu czy nieumiejętności klarownego wyrażenia poglądów. Zauważyłam jednak, że w te wakacje osoby urodzone w latach 60. i 70. XX wieku postanowiły uszczęśliwić świat swoimi odkrywczymi przemyśleniami na temat mojego pokolenia, zblazowanych dwudziesto- i trzydziestolatków.

   Maciej Stuhr postanowił dokonać analizy tekstu piosenki Krzysztofa Zalewskiego: "Początek" - wyszło mu, że to utwór gloryfikujący lenistwo, dumę i uległość młodego Polaka. Zalewski, Podsiadło i Kortez śpiewają: " (...) ja nie chcę iść pod wiatr, gdy wieje w dobrą stronę (...) nie biec do gwiazd - niech gwiazdy biegną do mnie! (...)", co stało się dla pana Stuhra pretekstem do załamania rąk nad naszym okropnym, biednym i niemrawym pokoleniem. Wszak "oni" się w młodości buntowali, a my twierdzimy, że "wieje w dobrą stronę". Dorota Wellman widzi nas jako przygłupie, napędzane paliwem internetowym leniuchy. Kasia Czajka-Kominiarczuk z bloga Zwierz Popkulturalny bardzo trafnie wypunktowała głupotę obu tekstów - zachęcam do zajrzenia na jej profil. Nie zamierzam jej dublować.


   fot. Agnieszka Lisiecka z bloga: Never Ending Travel


   Na przestrzeni wieków konflikt "młodych" ze "starymi" był bardzo widoczny. To normalne, że gloryfikujemy siebie w młodości, a w konfrontacji z teraźniejszością widzimy głównie upadek moralny aktualnie dorastającego pokolenia. To się nazywa "dysonans poznawczy" i często na bazie tego kontrastu wyłaniały się np. kolejne epoki literackie. Nikt tutaj Ameryki nie odkrył. "Szkiełko i oko" nie mogło zrozumieć romantycznych porywów serca, ówcześni czterdziestolatkowie The Beatles uznawali za jazgot, a na przykład w filmie "O północy w Paryżu" Woody'ego Allena główny bohater w swoim odczuciu żyje w najgorszych możliwie czasach, zaś gdy przenosi się do swojej ulubionej epoki (lata 20. XX w.) odkrywa, że Zelda Fitzgerald jest niesamowicie zdegustowana degrengoladą moralną i estetyczną jej czasów i pragnęłaby żyć w okresie Belle Epoque, natomiast spotkany w 1890 roku Toulouse-Lautrec fantazjuje o Baroku... Allen bardzo trafnie zauważył, że narzekactwo nie jest niczym odkrywczym, a z czasem wszystko pokrywa się patyną i wydaje się być ładniejsze i lepsze.
Narzekanie na młode pokolenie jest łatwe, bo w każdych czasach bardzo łatwo znaleźć demoralizację. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, uczymy się, gubimy się i szukamy. Poza tym pokolenie naszych rodziców nie było bez wad i nie trzeba się specjalnie wysilać, by wypunktować ich błędy - od wychowawczych po polityczne.

   Im jestem starsza, tym jestem mniej radykalna. Nie umiem jednoznacznie powiedzieć, że coś jest skończenie złe lub nieprzebranie dobre. Nie czuję się kompetentna do ferowania wyrokami ani oceniania. Mam wrażenie, że z czasem mój wzrok się wyostrza, co skutkuje gradacją barw: nie wszystko jest czarno-białe, bo wokół pojawia się cała skala szarości. Pamiętacie "Pianistę" Polańskiego i tego nazistę, który pod koniec wojny przynosił mu jedzenie? W mojej szkole w Zalesiu Dolnym (gdzie, przypomnę, w czasie II Wojny Światowej toczyły się ostre walki) funkcjonowała historia o hitlerowcu, który pomagał pewnej żydowskiej rodzinie: przynosił jedzenie, ubrania, ochraniał.
   

   W każdym człowieku drzemią pokłady dobra i zła, w każdym z nas jest jakaś głupia i wzniosła myśl. Wszyscy potrafimy się kłócić i każdy ma w sobie zdolność do budowania mostów. Od nas zależy, czy wyspecjalizujemy się w międzypokoleniowych (i wszelkich innych) wojnach, czy zamiast podziałów poszukamy pomiędzy pokoleniami styków i zaczniemy wzajemnie się inspirować, a nie punktować.

PS.: Nikt już nie pije sojowego latte.

6 komentarzy :

  1. W końcu ktoś napisał wprost, że już się nie pija tego zakichanego latte!

    A tak poza tym to serduszko za całą wypowiedź. Rocznik 90. (z protestami na koncie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! O rety, a miałam tego wcale nie publikować :P.

      Usuń
  2. Słuszne spostrzeżenia, żadne czasy nie są idealne, a w każdych cos ciekawego się dzieje. Urodziłam się w latach 60-tych :) Sojowe latte - bleee

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates