Dlaczego warto przeczytać "Złego" Leopolda Tyrmanda?

   Tak naprawdę już sama postać Leopolda Tyrmanda jest tak barwna, że wypełniłaby sobą co najmniej kilkanaście książek, a każda z nich wywoływałaby u Czytelników spektrum skrajnych emocji zwieńczonych (jednak-oczywiście) zachwytem.

    Leopold Tyrmand urodził się 16 maja 1920 roku. Pochodził z rodziny żydowskiej: jego ojciec zginął na Majdanku, a matka po II Wojnie Światowej wyemigrowała do Izraela. Leopold studiował w Paryżu i tam pokochał jazz (wiele lat później zainicjował powstanie słynnego dziś festiwalu Jazz Jamboree - jednej z największych w Europie imprez jazzowych). Po wojnie w Warszawie zwracał na siebie uwagę aktywnością nie tylko literacką, ale również strojem (bikiniarz!, buty na słoninie, kolorowe skarpetki, ale też trudny do zdobycia garnitur szyty na miarę) czy urokiem, któremu nie mogły oprzeć się kolejne kobiety.

   Piszę o tym, bo im bardziej zgłębiam biografię Leopolda Tyrmanda, tym więcej jego cech zauważam u poszczególnych bohaterów "Złego". Weźmy na przykład Martę Majewską i scenę, gdy na szmatach ze znawstwem ogląda ubrania. Przebiera, przymierza, niektóre stragany omija szerokim łukiem - czysty Tyrmand potrafiący zorganizować sobie w biednych, powojennych latach perfekcyjnie dobrane okulary i eleganckie buty! A uroczy Meteor, umiejący swoim urokiem otumanić niejedną kobietę? Czy w jego frazie nie wybrzmiewa sam autor książki, a skłonność Szai do poprawiania koszul na wzór zachodnich kogoś nam nie przypomina?   

   Obejrzenie nawet najlepszego serialu nie jest w stanie oddać przyjemności czytania "Złego". To nie tylko znakomity kryminał świetnie oddający klimat powojennej Warszawy, ale niesamowita powieść, w której przeplata się ze sobą kilkanaście wątków, dookoła których porusza się kilkadziesiąt postaci - żywych ludzi, odmalowanych słowem tak realistycznie, jakby nie wyszły spod pióra pisarza, tylko zostały nagrane przez jakiegoś fenomenalnego dokumentalistę. Nie ma tutaj tak lubianych współcześnie bohaterów serialowych ujawniających jedną lub dwie cechy charakteru, lecz trójwymiarowe, niejednoznaczne postaci postępujące nierówno: czasem rozsądnie, a kiedy indziej zupełnie alogicznie.   

   Chociaż książka ma ponad 700 stron, to nie ma w niej żadnego zbędnego czy niepotrzebnego elementu, a każdy detal i nawet najbardziej epizodyczna postać została bardzo starannie przedstawiona. Czytając tę powieść, jednocześnie jakkolwiek orientując się w topografii Warszawy, można zrobić sobie wycieczkę i zestawić obraz stolicy sprzed lat z obecnym. W "Złym" autor opisał również środowiska m.in. dziennikarzy, chuliganów, koników, robotników, kelnerów czy cwaniaków, zajrzał do miejskiej komunikacji (dziś mam w tej akurat kwestii wnioski podobne, jeśli nie identyczne). Po fabule można poruszać się w dowolnym kierunku, zależnie od upodobań.   

   Oprócz tego wszystkiego oczywiście zachwycił mnie język utworu - na co dzień funkcjonując w Internecie mam, niestety, dość rzadko przyjemność czytać tak starannie i bardzo poprawnie gramatycznie napisane teksty, mające jednocześnie zaznaczony wyraźny styl autora, w tym wypadku wykazujący się dbałością o szczegół i erudycją.    

   Akcja "Złego" jest dość zawiła i naprawdę trudno bez lektury zakończenia domyślić się podsumowania historii, ale poboczne wątki są równie frapujące, a plejada rewelacyjnie stworzonych postaci zapewnia emocjonującą lekturę. Oczywiście jako romantyczka uwielbiam wątek Marty, ale właśnie wspomniany wcześniej Meteor również mnie ujął, a o Edwinie Kolanko zupełnie niechcący często myślę, bo ten człowiek mnie wzrusza.


A kim jest tytułowy "Zły"? Kochani, no przecież Wam nie powiem - sami przeczytajcie.

"Złego" Leopolda Tyrmanda dostałam na urodziny, ale gdy szukam jakiejś książki (starej czy nowej), to zaglądam tu: https://allegro.pl/kategoria/ksiazki-i-komiksy.


Na nowe kryminały zupełne nie mam smaku, ale zawsze chętnie poczytam coś dawniejszego.

Patrzcie tu: https://allegro.pl/kategoria/literatura-piekna-popularna-i-faktu-kryminaly-79160 - czarny kryminał amerykański mnie kusi. Uwielbiam kupować książki. Mam teraz w kolejce "O fotografii" Sontag, biografii Zofii Tołstoj oraz nową Atwood, a Ty?


3 komentarze :

  1. Bardzo ciekawie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przydałaby mi się książka napisana ładnym językiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gombrowicz o niej pisał: "Jakiż sex appeal ma ta saga, na 300 procent warszawski!"

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates