Tully - Charlize Theron bardziej przerażająca niż w Monster

   Piękna Charlize Theron od lat króluje w rankingach najbardziej widowiskowych fizycznych metamorfoz dokonanych przez aktora dla roli. Kto oglądał "Monster", ten wie, o co chodzi. Aileen Wuornos została w tym filmie przedstawiona jako kwintesencja obrzydliwości - zarówno zewnętrznej jak i wewnętrznej. Trzeba jednak pamiętać, że Aileen była postacią wyjątkową i nie każdy człowiek zostaje mordercą czy socjopatą, a uwarunkowania fizyczne bywają zwykłym, genetycznym przypadkiem. Macierzyństwo natomiast może stać się częścią życia każdej kobiety. I dla mnie jego wizja przestawiona w "Tully" sprawia, że wciąż uważam, iż Charlize Theron niesamowicie poświęciła się dla roli - tylko tym razem efekt jest o wiele bardziej przerażający niż w "Monster".

   Marlo poznajemy w momencie, gdy jest w ciąży z trzecim dzieckiem i stara się opanować (okiełznać) pozostałą dwójkę. Jest gruba i osowiała. Coraz wolniej porusza się po zagraconym domu, czasem kładzie się na poplamionej kanapie i bezmyślnie ogląda reality shows typu soft porno. Prawdopodobnie kocha męża, ale w tym filmie akcja nie toczy się wokół małżeństwa, tylko jej. Kobiety, która w młodości była szaloną, spragnioną wiedzy dziewczyną, a po urodzeniu trojga dzieci zamienia się mentalnie w amebę, a fizycznie - w Jabbę.

   Wiecie, że Charlize Theron przytyła do tej roli 18 kg?
Jednak przygotowania do "Tully" odbiły się na jej zdrowiu. "Cukier spowodował u mnie ogromną depresję. Byłam chora. Nie mogłam zrzucić kilogramów. Zadzwoniłam do lekarza i powiedziałam: »Myślę, że umieram«. On mi odpowiedział: »Nie, masz 41 lat. Uspokój się«", wyznała Charlize Theron na łamach "Variety". http://film.onet.pl/charlize-theron-o-roli-w-filmie-tully-myslalam-ze-umieram/5edbsk

  Marlo w tym filmie utożsamia sobą problemy wielu kobiet, które postanowiły w całości poświęcić się rodzinie, ale nie otrzymały instrukcji obsługi takiej rzeczywistości, a świat dookoła zdaje się nie zauważać problemu. Po urodzeniu trzeciego dziecka Marlo kompletnie zapada się w sobie - jej dom zaczyna przypominać śmietnik, ona w szkole dziecka wygląda jak kloszard na haju z nosidełkiem w ręce. Jest zła, niewyspana i nieszczęśliwa. Jej mąż pracuje i przesypia całe noce, więc nawet nie wie, ile razy najmłodsza latorośl budzi się w nocy. Gdy zamożny brat proponuje Marlo opłacenie nocnej opiekunki, ta się oburza. Przecież przyjęcie pomocy do dziecka to jak przyznanie się do bycia najgorszą matką świata!   Wkrótce jednak Marlo zdaje się na nocną opiekunkę - Tully. Młodziutką dziewczynę, która nie tylko zajmuje się córeczką Marlo ale również nią samą. Sprząta mieszkanie, piecze babeczki i zachęca do przypomnienia sobie, kim w rzeczywistości jest.

     Uważam, że film jest znakomicie zrobiony - najpierw przeraża i obrzydza odbiorcę wizją macierzyństwa, potem w nieco abstrakcyjny sposób pokazuje, że z każdej sytuacji jest wyjście, wystarczy jedynie nieco zmienić swój sposób myślenia i przestać przejmować się opinią innych. Zakończenie natomiast jest w moim przekonaniu beznadziejne, bo chociaż spina klamrą kompozycyjną całość i rozwiązuje wszystkie wątpliwe kwestie napotkane w fabule, to jednak zamyka inne drogi interpretacyjne i jest niezwykle, a to niezwykle smutne. Dlaczego? Ponieważ pokazuje, że świadomość na temat realnej wizji macierzyństwa jest naprawdę niewielka.

   Polskie blogerki parentingowe starają się odczarować mit perfekcyjnego rodzicielstwa, gdzie małe, różowe niemowlaczki są zawsze czyściutkie, nigdy nie płaczą i wyglądają jak żywcem wycięte z kalendarza Annie Leibovitz, natomiast ich matki są pełne energii, mają perfekcyjnie wysprzątane domu i zawsze zrobione włosy. Owszem, takie sytuacje się zdarzają, ale jednocześnie dziewczyny często pokazują swoim widzom, że mają bałagan w domu, dzieci grymaszą i już nie wiadomo, czemu bunt dwulatka trwa pięć lat, a mieszkanie wygląda jak po przejściu tornado. Edukują w kwestii świadomości o  
depresji poporodowej, której doświadcza wiele kobiet, a wielu wydaje się, że to "fochy". Mogłabym wymieniać różne kwestie jeszcze w nieskończoność. 
W każdym razie serdecznie polecam Wam moje trzy ulubione blogerki parentingowe, które czytam od dawna:

http://zudit.pl - Żudit właściwie tylko zahacza o parenting, ale za to jak!

https://www.superstyler.pl/ - Martę czytam od dawna i dzięki niej wiem tyle o karmieniu piersią, że czasem aż mi głupio :D. Kiedy na jakiejś imprezie jakaś dziewczyna nie chciała czegoś tam jeść, bo "karmi", to otworzyłam szeroko oczy, bo dzięki Marcie wiem, że nie ma czegoś takiego jak "dieta matki karmiącej" i w ogóle, a tutaj na żywo widzę zabobon. Uwielbiam ten blog i cieszę się, że odniósł ogromny sukces.

http://www.nishka.pl/ - Nishka w bardzo przystępny sposób opowiada o złożonych problemach, a przy tym jest niezwykle dowcipna.

https://mamaginekolog.pl/ - blog jest prowadzony przez znakomitą, polską ginekolożkę, która dzieli się na nim swoją ogromną wiedzą. To jedno z tych miejsc w Internecie, które może uspokoić młodą mamę, a nie wpędzić ją na skraj stresowej przepaści.
  

   A Wy kogo czytacie?



   Co jeszcze warto obejrzeć?

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, #Oskary2018

3 komentarze :

  1. Hej, trafiłam na Twojego bloga prawie przypadkowo :)
    Powiem tak: sama nie mam dzieci i nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała, ale lubię czytać takie wpisy jak Twój i jak niektórych blogerek które przedstawiają macierzyństwo bez lukru.
    A polecam te blogi:
    Dagi, mamy trojaczków: http://www.calareszta.pl/
    Kamila: http://www.blogojciec.pl/
    Bloga Magdy: http://matkojedyna.com/
    i niektóre wpisy Asi:
    https://www.wyrwanezkontekstu.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tego wszystkiego czytam czasem Asię ;). A tak w ogóle to mam nadzieję, że wiesz, że ja nie mam bloga parentingowego :D.

      Usuń
  2. Wiem :) Jakoś co jakiś czas z różnych linków wpadałam na Twojego bloga a teraz mam zamiar wpadać częściej :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates