Jak walczyć z molami spożywczymi? Prawdziwa historia - moja własna!

   Dziś chciałabym się z Wami podzielić opowieścią o jednym z najtragiczniejszych epizodów mojego samodzielnego, dorosłego życia: pojawieniu się w nim moli spożywczych. 

   Któregoś leniwego (zdaje się, że jesiennego) niedzielnego popołudnia nabrałam ogromnej ochoty na krakersy. Szczęśliwym trafem miałam je w szufladzie. Wyjęłam chrupkości z szafki i nie przekładając ich do żadnej miseczki, położyłam opakowanie na kanapie. Akurat czytałam jakąś świetną książkę, więc zamiast spoglądać na krakersy, śledziłam na kolejnych stronach losy bohaterów. Gdy wtem... Spojrzałam przelotnie na ciastko i zobaczyłam małego białego robaczka z czarnym łebkiem, z zainteresowaniem przyglądającego się mnie. Autentycznie przechylał głowę na boki jak wańka-wstańka. Po chwili zupełnego zamroczenia podskoczyłam z obrzydzenia, upuściłam krakersa, złapałam się za gardło i wskoczyłam na kanapę. 

   Niepotrzebnie przypomniałam sobie wszystkie horrory o wszelakim robactwie i zmartwiałam. A jeśli to inwazja? Zeżrą mnie, a kosteczki oplotą w kokon? Powiedzmy sobie szczerze - obejrzałam w życiu zdecydowanie zbyt wiele filmów o pająkach przejmujących władzę nad światem, pszczołach terroryzujących miasto czy chrząszczach-zabójcach. W drugiej kolejności w mojej wyobraźni wyświetliły się skrawki popularnonaukowych programów o owadach panoszących się w mieszkaniu w każdej sekundzie naszej egzystencji. Krótko mówiąc: byłam przerażona i obrzydzona.

   Kiedy się wreszcie przemogłam, natychmiast chwyciłam za telefon, weszłam na najwyższe krzesło, skuliłam się i rozpoczęłam szybką przebieżkę po Internecie w celu sprawdzenia, co to za potwór się do mnie przyplątał. Po kilku minutach już wiedziałam: larwa mola spożywczego. Ergo: jest dziecko - jest mama. Ergo: może jest tu gdzieś cała mola rodzinka. Bardzo niefajnie, bo jedynym molem, którego uwielbiam jest Adrian Mole, a wszystkich innych nienawidzę.

   Tutaj tak naprawdę zaczyna się koszmar. W szufladzie pełzało kilka larw. W szufladzie z jedzeniem. Nawet teraz wzdrygam się na samo wspomnienie! MUSIAŁAM WSZYSTKO WYRZUCIĆ. Wszystkie moje pieczołowicie gromadzone zapasy wśród których były: mąka z ciecierzycy, mąka jaglana, mąka ryżowa, mięta z Grand Canarii od koleżanki, mnóstwo magicznych herbat, makarony warzywne, kilka rodzajów ryżu... Kochani, tyle pieniędzy poszło w diabły, że klękajcie narody.

       Oczywiście obdzwoniłam wszystkie koleżanki z pytaniem: "co robić, jak żyć?!" i skorzystałam z każdej rady:

- wyrzuciłam jedzenie z szafek;

- umyłam szafki płynem do naczyń;

- umyłam szafki octem;

- wyłożyłam szafki liśćmi laurowymi i goździkami;

- całe mieszkanie spryskałam lawendą;- objęłam szafki kwarantanną i nie wkładałam tam nic przez wiele tygodni;

- dokładnie sprawdziłam, czy nie ma gdzieś gniazd tych potworów i tak naprawdę do jakiś czas przemywałam szafki octem;

- ochładzałam mieszkanie jak mogłam.

   Przed kilka miesięcy nie wkładałam do szafek nic. Więcej! Całe jedzenie przetrzymywałam tylko i wyłącznie w lodówce - nawet herbatę. Ta trauma odciśnie się na cale moje życie.

   Teraz kilka informacji dla Was - zebrałam je w nerwach i ku Waszej przestrodze oraz by pocieszyć Was, że mole spożywcze nie biorą się z brudu oraz że nie zjedzą Waszych ubrań.

   - Mole spożywcze i mole ubraniowe to zupełnie różne potwory, więc obecność jednych nie jest równoznaczna z obecnością drugich, ale lepiej chronić się przed wszystkimi.
   - Mole spożywcze nie biorą się z brudu jak próbowała mi zasugerować jedna fałszywa koleżanka. Wręcz przeciwnie! Przede wszystkim najczęściej przynosimy je do domu wraz z zakupami - czasem ich jajeczka znajdują się wewnątrz opakowań! I tutaj drugi news: najchętniej żerują w produktach naturalnych - wygodnie im w ekologicznych kaszach, mąkach i ryżach. Uwielbiają też słodkie jedzenie. Drugą opcją na pojawienie się ich w domu jest przywędrowanie od sąsiadów. To jest przerażające. Ja mam za ścianą dziwaczkę z tysiącem kotów i czerwonymi ścianami. Miałabym ochotę pójść do niej z lawendą.
   - Jaja moli spożywczych giną pod wpływem niskiej temperatury. Niezależnie czy mieliście kiedyś w domu mole czy nie, warto wkładać do lodówki na 24 godziny wszystkie zakupy - uprzednio przesypawszy je do szklanych opakowań. Niestety papier i plastik MÓL SPOŻYWCZY PRZEGRYZA.
   - Jeżeli u Waszych domach pojawią się mole spożywcze to niezależnie od tego jak bardzo kroi Wam się serce na myśl o wyrzuceniu jedzenia - wyrzućcie wszystko. Ja za pierwszym razem zostawiłam herbatę i jedno opakowanie ultra drogiego, fair trade ryżu, w którym kilka dni później odkryłam małe, białe robaczki... A w herbacie (zafoliowanej!) było gniazdo moli. W tym wypadku popłaca zdecydowanie.
   - Właśnie: pajęczynki. Jeżeli zauważycie je w rogach opakowań, koniecznie przeszukajcie wszystko, a wszystko, gdzie takową pajęczynkę znaleźliście - wyrzućcie, bo prawdopodobnie są to jaja moli.   
   - Lawenda, wszędzie lawenda. Musicie ją polubić. Ja mam lawendowe kulki w odkurzaczu, olejek lawendowy do kominka zapachowego i różne lawendowe zawieszki do szafek.
   - Plastry na mole kupiłam... dopiero po oczyszczeniu terenu, by sprawdzić, wszystkie potwory zniknęły. Bałam się, że może faktycznie zwabione feromonami (tak działają te plastry - wydzielają feromony) przylezą od sąsiadów.

   Nie wiem, skąd wzięły się u mnie - prawdopodobnie przyniosłam je ze sklepu. I najpewniej było to miejsce, do którego normalnie nie zachodzę. Teraz w sklepie uważnie oglądam każde opakowanie i, niestety, sypkie produkty w pudełkach (jak herbata) otwieram natychmiast, by skontrolować, czy nie ma tam żadnych pajęczynek z jajeczkami.

   Co więcej? Mole lubią zdrowe jedzenie, bez chemii i konserwantów, więc róbcie zakupy w sprawdzonych miejscach. Przesypujcie kasze, ryże i mąki do szklanych słojów. Mole uwielbiają również ciepło oraz okruchy, więc wietrzcie mieszkanie, a zimą nie ogrzewajcie go do przesady. Pamiętajcie jednak, że jeżeli dotknął Was ten problem, to uratuje Was tylko spokój i konsekwencja.
   Najgorszemu wrogowi nie życzę tych siedmiu światów jakie przeszłam z molami. Jeżeli spotkałyście je na swojej drodze życiowej, koniecznie podzielcie się swoją historią!

4 komentarze :

  1. Aniu do nas przeleciały od sąsiada. Polecam wkładanie wszystkiego co sypkie po zakupie na 30s do mikrofalówki ;)

    asiablog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeraziłaś mnie nie na żarty, na wszelki wypadek skoczę jutro po tą lawendę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryby z mojego akwa uwielbiają mole.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z molami nie miałam jeszcze do czynienia, ale mam za sobą kilkumiesięczne usuwanie prusaków. W Warszawie to niestety częsty problem w mieszkaniach. Ostatecznie pomogła (mam nadzieję) dezynsekcja, przeprowadzona przez profesjonalną firmę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates