Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, #Oskary2018

    W trakcie seansu siedziałam w jednym rzędzie ze starszymi paniami, które postanowiły przez pierwsze minuty na głos opisywać kolejne składowe scen, więc i ja Was upewnię, że już na samym początku filmu pojawiają się tytułowe trzy billboardy. Codziennie przejeżdża obok nich Mildred Hayes (Frances McDormand), której córka została bestialsko zamordowana właśnie nieopodal. Bolesne wspomnienia i żal po stracie dziecka sprawiają, że postanawia poszukać sprawiedliwości oraz winnego na własną rękę. Czy aby na pewno jednak to jest esencją "Trzech billboardów za Ebbing..."?

Oskary 2018

   Cała historia opiera się na trzech postaciach: wspomnianej wcześniej Mildread Hayes oraz szeryfie Williamie Willoughby'm (Woody Harrelson) i posterunkowym Dixonie (Sam Rockwell, którego wielu z Was może pamiętać choćby z "Zielonej Mili").    Chociaż początkowo współczujemy Mildread straty i również obwiniamy o brak postępów w śledztwie szeryfa Willoughby'ego, a ataki agresji Dixona wręcz szokują i podnoszą ciśnienie, to tak naprawdę żadna z tych postaci nie jest tu pokazana jako jednoznacznie dobra lub zła. Mildread potrafi być niezłą suką. Nie interesuje jej syn, a jedynie pełna krwi wendeta. Nietrudno zrozumieć, jak wielki czuje ból po stracie córki, ale jednocześnie z każdą kolejną minutą filmu w widzu rośnie naturalny sprzeciw przeciwko jej destrukcyjnym i egoistycznym zachowaniom. Dixon to typowy, niezbyt rozgarnięty predstawiciel stanu, w sąsiedztwie którego (Tennessee) powstał Ku Klux Klan. Jest homofobem i rasistą ze skłonnością do sadyzmu. Jak każda niezbyt pewna siebie osoba ma swojego bohatera: w tym wypadku nieskazitelnego szeryfa Willoughby'ego. Człowieka uwielbianego przez mieszkańców Ebbing, ojca i męża, zasłużonego obywatela, a jednocześnie śmiertelnie chorego mężczyznę w kwiecie wieku.    Stosunek do tej trójki ewoluuje, ponieważ (o losie!) okazuje się, że człowieka trudno zdefiniować, a w każdym z nas mieszają się dobre i złe uczucia. Jednoznaczność w żaden sposób nie definiuje ludzkości. W tym filmie absolutnie pięknym jest to, że oni się nie zmieniają pod wpływem wydarzeń, tylko odsłaniają kolejne oblicza, ponieważ człowiek bardziej przypomina wielowarstwową układankę niż niestały krajobraz w oknie pędzącego pociągu.   Ta wielka filmowa alegoria została nie tylko znakomicie zagrana, lecz również zmontowana, nakręcona, udźwiękowiona... Komplementy i zachwyty mogłabym mnożyć. Akcja płynie na chwilę tylko nabierając tempa i obrzydzając jakąś naturalistyczną sceną, by znów powrócić na spokojne tory, rozśmieszyć, zasmucić czy zadać pytanie. Nie ma tutaj przypadkowości ani przegadanych momentów, wszystko zdaje się mieć swoje miejsce, nawet żółw pełzający po śpiącej matce Dixona.  Film ma chwilami narrację antychrześcijańską. To zresztą oczywiste, że zrozpaczony rodzic odwraca się od Boga i Stwórcy, który burzy mu życie (vide: Kochanowski), natomiast przewrotnie postaci realizują uniwersalne chrześcijańskie wartości. Myślę, że nieoczywistość tego dzieła jest wspaniale kompatybilna z codziennością niejednego z nas.Co ciekawe: "to ebb" oznacza po angielsku "ustąpić", więc może główna bohaterka tak naprawdę wcale nie szukała winnego? 


   Uważam, że to najlepszy film 2018 roku. 

Najlepszy film 2015 roku:

CÓRKI DANCINGU! ZESPÓŁ FIGI I DAKTYLE; CHÓRKI I STRIPTIZY #THELURE


Najlepszy film 2016 roku:

Służąca, film Park Chan-Wooka

Publikowanie komentarza

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates