Jak rzucić palenie? 7 sposobów i moja historia

   Moja ukochana nauczycielka z liceum mawiała, że by wszystkich znać, należy mieć psa i palić. Od mojej matury minęło już 9 lat, a ja wciąż nie mogę się z tym zdaniem nie zgodzić, chociaż nigdy nie byłam posiadaczką wspomnianego czworonoga.

   Spędziłam dziś cały poranek na szukaniu zdjęcia, na którym ujęto by mnie z papierosem. Okazuje się jednak, że jestem bardziej dyskretna, niż mogłabym sądzić - żadnego nie znalazłam. Faktycznie, od lat konsekwentnie unikam pozowania do zdjęć z papierosami. Nie robiłam tego nigdy nałogowo, chociaż w przeciwieństwie do większości znanych mi palaczy nie ukrywam, że uwielbiam tę czynność i mam z nią naprawdę wiele miłych wspomnień, chociaż paczka papierosów to towarzyska, integrująca z otoczeniem, lecz jednak toksyczna zdzira.

   Nie pamiętam, kto mnie nim poczęstował po raz pierwszy, ale wyraźnie widzę siebie duszącą się kaszlem na Górkach Szymona w Zalesiu Dolnym. A nie, już wiem - to moja ówczesna przyjaciółka U. (na którą wedle jej matki to ja miałam mieć zły wpływ, dobre sobie!). Później długo gardziłam papierosami (a z książek wykreślałam przekleństwa i bluźnierstwa), aż w liceum się złamałam. Może na jakiejś imprezie, na wagarach albo za winklem - specjalnie wydzielonym miejscem za budynkiem mojego liceum, gdzie można było legalnie palić. Ciekawostka: moja klasa (dziennikarska) wydawała gazetkę: "Za Winklem" - przed mainstreamowymi mediami dotykaliśmy takich problemów jak pedofilia wśród księży i mieliśmy o wiele bardziej cięty dowcip niż współczesne kabarety!
   Skąd ja miałam pieniądze na papierosy? Kompletnie nie wiem, w czasach, gdy patenty na bezpieczny powrót do domu były mi szczególnie bliskie, pamiętam dokładnie te momenty, gdy ze znajomymi porządkowaliśmy świat z fajeczką w ręku. Kto przeczytał "Jak być leniwym" Toma Hodgkinsona pamięta może jedną z moich ulubionych życiowych mądrości mówiącej o tym, iż palenie jest wspaniałą czynnością, w trakcie której pozornie nic się nie robi, ale jednak nie jest się bezczynnym - wszak się pali!


    Papieros zawsze był wspaniałym przyjacielem, który otaczał mój umysł przyjemnym dymem w krytycznych momentach życia: w nowej pracy (nikogo nie znałam, ale przerwy na "fajeczka" integrują o wiele bardziej niż firmowe wakacje nad Zegrzem), przed ślubem i w trakcie rozwodu, w momencie twórczego kryzysu (Wyspiański!) oraz chwilach samotności. Jeśli nie miałam co zrobić z rękami albo nie wiedziałam, w którą stronę zwrócić wzrok na imprezie - wyciągałam papierosy.

   Tak jak napisałam wcześniej - nigdy nie byłam od nich uzależniona fizycznie, a raczej psychicznie. Po prostu lubiłam ten moment, gdy jak bohaterka filmu "Kawa i papierosy" Jima Jarmuscha mogłam zaciągnąć się przenikającym wszystkie organy ciała dymem. Kompletnie nie żałuję wypalonych papierosów, ponieważ czasu nie da się cofnąć, a ja dziś jestem sumą wszystkich swoich wspomnień. Zwłaszcza rok temu o tej porze łatwiej mi było znieść nową rzeczywistość podparłszy się papierosem.

   Zauważyłam jednak, że budzę się coraz bardziej zmęczona, mam okropną cerę, bardzo mało pieniędzy na sukienki i książki, a przerwa na fajeczkę nie determinuje niczego odkrywczego. Poza tym zirytowało mnie, że może mną sterować taki mały kawałek papieru z tytoniem. Oczywiście wciąż z sentymentem wspominam wszystkie "dymki" ze znajomymi, ale chyba jednak wyrosłam z ochoty na nowe. 

   Moja metoda na zaprzestanie palenia specjalnie odkrywcza i zapewne nie doczekam się w związku z nią Nagrody Nobla, natomiast z dumą mogę powiedzieć, że przynajmniej jednej osobie pomogła (nie mnie, ale mojej ulubionej Ślązaczce).

 

   1. Przede wszystkim nie zarzekam się, że "NIGDY PRZENIGDY JUŻ NIE ZAPALĘ", bo po pierwsze: nie wiem, czy coś mnie w życiu jeszcze raz psychicznie nie złamie na tyle, że będę potrzebować sposoby na ujście złości czy smutku, a po drugie: po takiej ostatecznej deklaracji zupełnie jak po oświadczeniu, że już nigdy nie zjem czekolady, myślałabym tylko o tym, jak bardzo chciałabym zapalić. Gdy sama sobie udzieliłam dyspensy, czyli wiem, że mogę - nie mam potrzeby niczego zmieniać.

   2. Jakoś automatycznie otaczam się osobami, które nie palą.

   3. Ja w ogóle nie mam teraz chłopaka, ale wiem jedno - gdy jedna osoba w dom u pali, wszystkie mają ochotę palić.

   4.  W tym roku na See Bloggers (sierpień 2017) wraz z moją ulubioną Ślązaczką myślałyśmy tylko o tym, jak bardzo chciałybyśmy zapalić. Na detoksie byłyśmy już jakiś czas, ale ona się bardzo bała, że jak zapali jednego, to później już paczka poleci jak nic, a z drugiej strony nie chciała brudzić czystego miesiąca bez dymka. K. wciąż myślała o tym, jak to zrzeka się teraz tej cudownej czynności i widać było, jak walczy z pokusą. Zaproponowałam wysępienie od kogoś papierosa, by sprawdzić, jak smakuje - pal licho, że przerwie to detoks! K.zapaliła i prawie zemdlała, ponieważ ów mitologizowany w jej wyobraźni fajek zupełnie stracił swój dawny smak. Od tego momentu w ogóle jej nie ciągnie do papierosów i uważam, że partycypowałam w tym sukcesie.

   5. Chodzę na jogę (Iyengara i Kundalini)! 

   6. Skoro nie palę, mam o wiele mniejsze wyrzuty sumienia, gdy kupuję sobie coś miłego. Moja mama ostatnio mi powiedziała, że sobie coś sprawiła, a kiedy poczuła, że może jest za drogie, pomogło jej usprawiedliwienie, że "przecież nie pali, więc może sobie na to pozwolić".

   A siódmy sposób to moja ulubiona metoda na wiele spraw. Mówię sobie, że "spróbuję, czy się uda" - bez presji, a jeżeli nie powiedzie mi się, to nic się nie stanie. Nie wiem jak na Was, ale ja nie znoszę przymusu.

   I nie palę.

8 komentarzy :

  1. Świetny post! Doskonale go rozumiem, bo też paliłam i to uwielbiałam! Byłam, podobnie jak Ty, uzależnienia psychicznie od tej czynności, a świat zza dymu wydawał mi się ciekawszy. Nadal mi czasem tego brakuje, choć teraz sam zapach papierosów budzi we mnie wstręt :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie wciągnęłam się w ten nałóg :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście nigdy nie paliłam ;) Paliła moja mama - przestała jak zaszła w druga ciążę po 13 latach. Momentalnie. Już 10 lat nie sięgnęła po papierosa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio postanowiłam przestać palić, miałam dosyć słuchania "bo zamiast kupować te cholerne papierosy i wydawać na nie 7€ dwa razy w tygodniu możesz sobie kupić coś co sprawi Ci przyjemność" mawiał mój narzeczony, ale on zapomniał, że właśnie palenie sprawia mi przyjemność. Chociaż jego zdaniem to mozna przezyc bo nie lubie palic w miejscach publicznych i co 5 min.kiedy odstawiłam papierosy, których palić nie musiałam, ja po prostu uwielbiam to robić tak uwielbiam bo pale nadal😅 a mój narzeczony chyba to zaakceptował mimo, że większego wroga fajek nie widziałam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Metod na rzucenie palenia jest tak naprawdę wiele, najważniejsze jest więc dobrać odpowiednią dla siebie. Odradzam wszelkiego rodzaju zamienniki papierosów jak jedzenie czy gumy nikotynowe, bo i od nich można się uzależnić. Najważniejsza jest tu jednak cierpliwość oraz wspomaganie się delikatnymi suplementami ziołowymi, zobacz tu, może coś znajdziesz dla siebie. Słyszałam, że pomaga szczególnie kudzu, także przy innych rodzajach nałogów. Może warto przetestować.

    OdpowiedzUsuń
  6. da się rzucić

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates