TYGODNIK PASMO - WSPOMNIENIA

   Dziś, przekopując swoją skrzynkę mejlową, odnalazłam plik swoich tekstów, które publikowałam w (legendarnym już i nieodżałowanej pamięci) Tygodniku PASMO. Prawie w każdym numerze przez kilka lat ukazywał się jakiś mój artykuł - najczęściej były to recenzje różnorakich wydarzeń kulturalnych. Głównie kabaretów, które tłumnie odwiedzały Domu Kultury.


Najbardziej pamiętam występ kabaretu "Widelec". Był fatalny - ponad godzinny popis, w trakcie którego nie zaprezentowano nic śmiesznego. Dodatkowo ja - jak Bardzo Ważna Dziennikarka - czułam się jak wpływowy recenzent co najmniej z The Times, więc mój tekst nie zostawił na kabarecie suchego włosa.
I ta egzaltacja:). 
Nie dlatego jednak pamiętam najbardziej ten właśnie tekst. A dlaczego? 
Wtedy poznałam mojego narzeczonego:).

Poniżej zamieszczam moją archiwalną recenzję kabaretu Widelec (z 2009 roku):

PS.: Śmiejcie się bez skrępowania :). 
Czy znacie kabaret "Widelec" albo czytaliście "Pasmo"?


            Trefny Widelec w DK „Stokłosy”

Pierwszego Dnia Astronomicznej Wiosny (21. marca) do Domu Kultury „Stokłosy (ul. Lachmana 5) zawitał kabaret Widelec w składzie: Adam Neczyperowicz, Jarosław Jatel, Piotr „Mozart” Mocarski, Jacek Janowicz - do Warszawy przyjechał aż z Białegostoku. Panowie swój występ rozpoczęli z 10-minutowym opóźnieniem, czyli ok. 18.10. Widowisko zakończyło się około godziny 19.15. Sala była pełna.

            Kabaret Widelec to swoisty ewenement na polskiej scenie satyrycznej. Ten ubiegłoroczny laureat PaKI-i jako jedyny z polskich kabaretów może się pochwalić wpisem do Księgi Rekordów Guinnessaza 24-godzinny (nieprzerwanie) występ na scenie!

            Jakiż z tego można, po obejrzeniu Widelca w sobotę, wyciągnąć wniosek? Ano, że PaKA przestała już być kuźnią młodych kabaretowych talentów, a stała się wylęgarnią bylejakości. 21 marca Widelec zaprezentował około 20 skeczów (plus dwa na bis – podwójne bisowanie stało się modne) – i żaden mnie nie rozśmieszył. Powinnam w tym miejscu nadmienić, że ja jedna na sali się nie śmiałam. Widownia może nie płakała ze śmiechu, ale uciesznie „rechotała” miarowo. Oczywiście można założyć, że ja, autorka tegoż tekstu, nie posiadam krzty poczucia humoru – jak się to jednak stało, że na występie Krzysztofa Daukszewicza nie mogłam z uciechy złapać tchu, a Paranienormalni, Łowcy.B czy Mumio – rozśmieszali mnie do łez? Być może zakosztowawszy dobrego humoru ciężko później obniżyć poprzeczkę i to mnie odróżniało od reszty widowni? Ewentualnie wśród publiczności ukryta była osoba, która w odpowiednim momencie zaczynała się śmiać a za nią inni? Mam taką nadzieję, bo jednak wierzę w ursynowską inteligencję.

Raziły mnie powtarzane po raz tysięczny te same motywy „skeczów” – ubrane w szaletowe dowcipy pijanych chłopa: niski prezydent (musiała pojawić się kaczka), sepleniący premier, autostrady, Poczta Polska, bezrobocie itp. Zero oryginalności. Raniło mnie fatalne wprost i niechlujne aktorstwo. Czy Panom nie chciało się iść do pracy i dlatego wymyślili kabaret?

Podczas całego sobotniego występu znalazł się jednak jeden zabawny skecz – odegrany jako drugi bis. Skecz był tak zabawny, że w połowie występu wszyscy Panowie na scenie zaczęli się śmiać. Zapewne zabawny dowcip w ich występach to zjawisko unikatowe i stąd ich reakcja.

Kabaret Widelec po występie nie rozdawał autografów, nie sprzedawał płyt, nie podawał rąk, tylko zszedł ze sceny i słuch o nim zaginął (chciałabym, żeby na zawsze).

2 komentarze :

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates